Aweyden w podróży marzeń - DZIEŃ IV
8.07. DZIEŃ IV Calzadilla de la Cueza-Sahagun
Rozmyślajcie o Panu i Jego potędze,
zawsze szukajcie Jego oblicza.
Dzisiaj spokojniej. Aczkolwiek bąbla zrobiłem dużego. A to dlatego, że szedłem bez skarpetek w sandałach. A szedłem bez skarpetek w sandałach bo mi nie wyschły. A dla nóg nie ma nic gorszego niż mokre skarpety. Dzisiaj tylko 22 km, ale ten bąbel uprzykrzał drogę. Po drodze zatrzymałem się na śniadanie w knajpce przydrożnej i zobaczyłem gitarę zawieszoną na ścianie. Wygrał wstyd, nie pograłem choć miałem chęć.
Krajobraz zaczął się zmieniać, już nie było kilometrowych pól, więcej natomiast drzew i parków że tak bym to nazwał. Wszedł teraz do restauracji pewien niewidomy człowiek, którego widziałem jak wychodził z gitarowej knajpki. Jeśli on idzie na Camino, a widziałem go wtedy samego, aż właściciel robił mu filmik to też pewnie nie widział czegoś takiego. Jeszcze raz, jeśli na Camino idzie niewidomy, to już jest na prawdę coś wyjątkowego.
Na Mszę poszedłem sobie na 19.00 do pobliskiego kościoła parafialnego. Zaczęło się schodzić pobożne hiszpańskie babcie. Wszystko pięknie. Ale mają szczęście że nie są w Antwerpii na Berchem lub w Turnhout bo bym je uciszył. Msza bardzo pobożnie. Trzydzieści pobożnych babć hiszpańskich i paru panów śpiewali pięknie i donośnie pieśni religijne. Służyło do mszy dwóch zakonników, na moje oko augustianów.
W restauracji Holendrzy zamówili drugie danie. Kelner przyniósł je w miskach drewnianych, każda miska na pół stołu. Oni nie mogli wyjść z wrażenia. Teraz zabierają się za opróżnienie tych miednic/rynien.
Wróciłem sobie do Albergue. W moim pokoju nie mam okien, więc mam klasztorną cele. Nie ukrywam że cieszy mnie to. Sahagun to fajne spokojne miasteczko, albo wioska, trudno odróżnić, ale chyba miasteczko. Hiszpania na prowincji, spokojne życie ludzi. Czasem zastanawiam się jak i z czego ci ludzie żyją. Nie dziwię się że wielu ludzi wyjeżdża do Hiszpanii po przejściu na emeryturę. Chyba to ciepło hiszpańskie tak pozytywnie usposabia. Fajnie było doświadczyć Mszy z Hiszpanami. Jest to dla mnie doświadczenie Kościoła, który w różnych miejscach woła do Pana tymi samymi słowami. Zabawna była ambonka w tym kościele, bardzo duża i wysoka. Do czytania wyszła dosyć niska pani. Słychać było głos ale nie było jej widać zza tej ambony.
.jpeg)

.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)

.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)

.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)


Komentarze