czwartek, 4 lutego 2010

Może trochę apokaliptycznie


Może to, co zabrzmi, będzie odebrane jako chrześcijański pesymizm. Nie jest to pesymizm. Jeśli już to pewien chrześcijański realizm.

Coraz mniej będzie uczniów Chrystusa. Ci, którzy miłują Miłość będą małą garstką, garścią soli rzuconej w świat. Być może coraz więcej będzie świadectwa męczeństwa, żeby przebudzić choćby niektórych.

Coraz więcej jest tych, którzy w chrześcijaństwie akceptują owszem życiową górę Tabor, ale Kalwaria jest nie do przyjęcia w ich życiu. Wielu miłuje i wierzy wtedy, gdy wszystko się dobrze układa, natomiast mało jest miłujących i wiernych w cierpieniu. W życiu ma być łatwo, lekko i przyjemnie. Wszelki trud, wysiłek, zmaganie się, trzeba odrzucić, bo jest niemodny, niedzisiejszy, niepopularny, żałosny. Najlepiej byłoby w takim razie wyciąć Tajemnice Bolesne i połowę Tajemnic Światła.

Coraz mocniej przemawia scena, w której słychać słowa: "czyż i wy chcecie odejść" zgorszeni Moją nauką?

Dzisiaj to dopiero Franciszek krzyczy na całe gardło: "Miłość nie jest kochana" i kto się tym przejmuje...ja?...Ty...?...kto?

środa, 3 lutego 2010

Ps 1 cz.2


które wydaje owoc w swoim czasie

• Czasem trzeba poczekać na rezultaty swojej modlitwy, swoich starań
• Chrystus jest Panem czasu
• Wobec siebie trzeba dużo cierpliwości
• Duchowo jesteśmy potencjalnymi raptusami, proszę i od razu ma się spełnić
• Wszystko ma swoją porę

a liście jego nie więdną

• W bliskości Pana nie ma nudy
• Kto odkrywa Chrystusa, widzi, że nie jest to Ktoś, kto jest nudny
• Natura ludzka czerpie świeżość z łaski uświęcającej

co uczyni, pomyślnie wypada

• Nie ma niczego, co byłoby dla niego pozbawione sensu
• Wszystko obraca się na jego korzyść nawet cierpienie i grzech

Nie tak występni, nie tak: są oni jak plewa, którą wiatr rozmiata

• Zupełnie inaczej ma się rzecz z grzeszącymi, którzy nie chcą się odwrócić od złej drogi
• Są chwiejni
• Niestali
• Niezdolni do stworzenia trwałego związku
• Wszystko, co dzieje się w ich życiu, coraz bardziej im szkodzi
• Czego się nie dotkną, jest skażone grzechem, egoizmem, pychą
• Życie ludzi o takiej postawie jest wypłukane z wartości, a jeśli nawet jakieś wartości są, to podchodzą do nich wybiórczo

Toteż występni nie ostoją się na sądzie
ani grzesznicy - w zgromadzeniu sprawiedliwych

• Występna forma życia jest ryzykowaniem utraty zbawienia
• Nieprawość, grzech, jest tym, co wyklucza człowieka ze szczęśliwej wieczności

bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie.

• Pan wspiera grzesznika, który się nawraca, natomiast położy kiedyś kres wszelkiemu złu
• Będzie kiedyś wielkie podzielenie
• Trzeba się określić, po czyjej stronie jestem
• Za deklaracją mają iść czyny (po owocach poznaje się drzewo)
• Dokonując wyboru, trzeba liczyć się z jego konsekwencjami

niedziela, 31 stycznia 2010

Ps 1 cz.1


Szczęśliwy człowiek

 Który nie idzie za radą występnych
 Nie ulega presji otoczenia
 Nie chowa się w tłumie
 Nie kształtuje swoich poglądów pod wpływem opinii publicznej

Nie wchodzi na drogę grzeszników

 Nie wchodzi w kompromis ze złem
 Nie ulega modzie
 Unika sytuacji grzechowych
 Pielęgnuje w sobie życie łaski
 W pokusach chroni się u Pana
 Zależy mu na czystości serca
 Nie chce utracić harmonii
 Nieustannie się modli
 Rozeznaje duchy

Droga grzeszników

 Utracona relacja miłości z Chrystusem
 Łatwy sposób bycia
 Unikanie trudu
 Pogarda dla wartości
 Życiowa iluzja
 Życie bez odpowiedzialności
 Pozorna wolność
 Brak głębi
 Brak sensu
 Brak wewnętrznej miłości
 Brak wewnętrznego pokoju
 Zewnętrzność

Nie zasiada w gronie szyderców

 Koleżeństwo kosztem innych nie dla niego
 Nie ulega pogardzie

Lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie

 Skosztował jak dobry jest Pan i pragnie dalej kosztować
 Jezus staje się jego życiową przygodą i największym duchowym poszukiwaniem
 Pragnie prowadzić życie prawe
 Lubi przebywać blisko Pana
 Walczy ze sobą samym o pielęgnowanie tej bliskości

Rozmyśla nad nim dniem i nocą

 Świadomie traci czas dla Pana, na spotkanie z Nim i Jego Słowem
 Stała Pamięć o Bogu

Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą

 Czerpie energię życiową od Pana
 Żyje dzięki Panu
 Zawdzięcza Mu wszystko
 Ma stały dostęp do Pana

c.d.n.

wtorek, 26 stycznia 2010

Szczęście płynące z odpuszczenia win



PSALM 32




Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość,
którego grzech został puszczony w niepamięć.
Szczęśliwy człowiek,
któremu Pan nie poczytuje winy,
w którego duszy nie kryje się podstęp.

Póki milczałem, schnęły kości moje,
wśród codziennych mych jęków.
Bo dniem i nocą ciążyła
nade mną Twa ręka,
język mój ustawał
jak w letnich upałach.
Grzech mój wyznałem Tobie
i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: «Wyznaję nieprawość moją wobec Pana»,
a Tyś darował winę mego grzechu.

Toteż każdy wierny będzie się modlił do Ciebie
w czasie potrzeby.
Choćby nawet fale wód uderzały,
jego nie dosięgną.
Tyś dla mnie ucieczką:
z ucisku mnie wyrwiesz,
otoczysz mnie radościami ocalenia.

«Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz;
umocnię moje spojrzenie na tobie.
Nie bądźcie bez rozumu niczym koń i muł:
tylko wędzidłem i uzdą można je okiełznać,
nie zbliżą się inaczej do ciebie».

Liczne są boleści grzesznika,
lecz łaska ogarnia ufających Panu.
Cieszcie się sprawiedliwi i weselcie w Panu,
wszyscy o prawym sercu, wznoście radosne okrzyki!


Psalmy. Teksty mówiące o realnym życiu człowieka wierzącego w Boga. W nich odnajduję siebie takiego jakim jestem i takiego, jakim chcę być. Szczęśliwy jestem, gdy mój dług darowany, sumienie nie wyrzuca mi przestępstw, a nawet gdy one plamią moją duszę, wiem do Kogo się udać. Kiedy wchodzi się w grzech, wchodzi się w niepotrzebne cierpienie. Zaczyna się wewnętrzne rozdarcie. Czystość duchowa daje ukojenie, a łaska nasyca wnętrze. Głód duszy jest zaspokojony, a dzięki intensywnej modlitwie, człowiek staje się bardzo silny.Ważne żeby nie być upartym, przestać grać zbuntowanego, przestać narzekać i brać się za swoją świętość. Przestać marzyć, a raczej wsłuchać się w to, co On mówi do mojego serca.

czwartek, 21 stycznia 2010

Czy coś trzeba ze sobą robić, czy nie?


Jako prezbiter chcę, żeby ludzie się zmieniali, chcę także sam wzrastać w świętości, zmieniać swoje złe przyzwyczajenia. Rzuca się (czasem płomiennie) ziarno Słowa na glebę ludzkich serc. I co? I nic! Bardzo często nic, może czasem uda się poruszyć słuchaczy i zrobić na nich wrażenie. Powrót do domu i znowu to samo. Dlaczego? Czy może kazanie było słabe? Źle powiedziane? Za mało przytoczonych argumentów? może nie koniecznie tu być problem. Owszem wina może leżeć w sposobie siania jak i w tym, co tak na prawdę się sieje, czy aby zdrowe ziarno Słowa Pana? Czy może to, co w siewniku się znajduje, nie jest ziarnem, lecz plewami własnego egoizmu i pychy? Dlaczego ludzie przychodzą do kościoła, wychodzą i jakby nigdy nic? Dlaczego ja przychodzę do kościoła, wychodzę i nic? Może, dlatego, że pasuje ten dotychczasowy stan ziemi własnego serca, to duchowe klepisko, zbite i rozjeżdżone przez pokusy, nienadające się do zasiewu. Bo żeby cokolwiek mogło wyrosnąć, trzeba ziemię serca zorać, spulchnić, oczyścić z zielska grzechów, dopiero można przyjąć ziarno, a to jeszcze nie koniec. Dalej trzeba dbać o to, co się zasiało, doglądać, często karmić się Ciałem Pana, by w duszy na nowo nie wybujały ciernie. Każdy z nas wybiera, jaką ziemią chcę być na tym świecie. Zależy mi czy nie? Chcę piękna, szukam Go, gdy się pozwala znaleźć? Czy tylko narzekam, jak mi ciężko i uciekam w marzenia o lepszym, wyidealizowanym świecie. Wchodzę w całą tę realną rzeczywistość jak On, który miał wszystko, a wszedł w nasze człowiecze błotko i pokazał, że nie ma takiego klepiska, którego nie można by przemienić w piękny, uroczy ogród.

czwartek, 26 listopada 2009

W słabości siła



Ilekroć niedomagam tylekroć jestem mocny mówi św. Paweł. O co chodzi? Czy chodzi o to by być słabym? Mam upodobanie w moich słabościach. O co ci chodzi Apostole Narodów? Czy mam chcieć być słabym, grzesznym, żeby doświadczyć mocy? A może nie trzeba tego chcieć, słabość sama przychodzi, słabość sama się uaktywnia, daje o sobie znać, często możemy ją dostrzec w naszej codzienności.

Wielu z nas może już niejednokrotnie przekonało się o krótkiej skuteczności swoich wysiłków w obieraniu postanowień. Że brakuje wytrwałości, cierpliwość kończy się i wzrasta nasza podatność na uległość pokusie. Obserwując siebie samych, własną codzienność, jak ją przeżywamy, można dojść do przekonania, że w dziedzinie wytrwałości, w wierności naszym wartościom jesteśmy słabi, samoniewystarczalni. Nasz zapał, nasza wydajność w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie, nasza moralność wypala się, kurczy, a pod wpływem trudności zaczynamy szukać czegoś, co ulży naszej egzystencji, a co nie zawsze albo nawet rzadko zbliża nas do Boga. Wystarczy popatrzeć, jak wypoczywamy, jaką formę relaksu wybieramy, co daje nam odprężenie…?

W sytuacji przemęczenia, wypalenia, zniechęcenia, albo pogrążamy się w rozgoryczeniu, że życie obchodzi się z nami zbyt brutalnie, albo nasz stan odbieramy, jako sygnał by sięgnąć po pomoc i coś ze sobą zrobić. Pomoc pomoże przyjść od przyjaciół, którzy nas rozumieją, w pewnym sensie dzielą z nami codzienność. Pomocy szukamy również u specjalistów, po prostu u lekarzy, którzy maj nam pomóc radzić sobie z trudnościami. Tylko, no właśnie. Są to wskazówki, nauka metod, czyjaś ciepła obecność, ale pracę musimy wykonać sami i tutaj koło się zmyka, bo żeby móc coś ze sobą zrobić, nie wystarczy tylko chcieć, trzeba również mieć w sobie „tę moc” niezbędną do przezwyciężenia swojej słabości. Drugi człowiek wspiera jak potrafi, pokrzepia, pociesza, dodaje otuchy. Specjalista może naprowadzić na problem, pomóc go sobie uświadomić, skonfrontować się ze skalą trudności. Przepisze leki, wskaże metody radzenia sobie, może nawet poprowadzi zajęcia terapeutyczne, ale i tak cała praca przemiany dokonuje się w nas samych. Ażeby zmiana była faktyczna, muszą być uruchomione zasoby własne, tzn. wewnętrzna energia, która umożliwi skuteczne działanie. A przecież punktem wyjścia jest pytanie, jak zdobyć tę wewnętrzną moc (patrz tytuł).

Nie pokładajcie ufności w człowieku, który zbawić nie może

Już Psalmy wskazują na tę głęboką prawdę antropologiczną, że człowiek jest po prostu istotą kruchą i bez swojego Stwórcy i Twórcy (Pomysłodawcy) po prostu nie poradzi sobie w życiu w takim sensie, że nie osiągnie pełnej wolności, pełnego szczęścia w szarej codzienności. Czasem możemy sobie myśleć tak: gdybym był z kimś innym, gdzie indziej byłbym szczęśliwszy. Tak naprawdę problemów nie ma na zewnątrz, problemy są w nas, i gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli, wszędzie tam gdzie będziemy, tam również będą nasze problemy, które tam ze sobą zabierzemy. Owszem odpoczynek jest możliwy dzięki zmianie miejsca, zmianie otoczenia, itp., ale po odpoczynku wracamy do pracy, do tych samym problemów i może się okazać, że wraca nasza bezradność i brak umiejętności w radzeniu sobie z tym, co dla nas trudne.
Jeżeli czujesz się pusty, pozbawiony życia, jeżeli doświadczasz pustki, to dobrze, bo jest to szansa wypłynięcia na głębię swojej wiary w Chrystusa Pana. Doświadczenie pustki egzystencjalnej, bycia bezwartościowym, pozbawionym sensu i chęci, choć jakże trudne, daje możliwość doświadczenia czegoś, co przekracza ludzkie możliwości. Kto doświadcza cudu w Ewangelii: ci, którzy nie widzą, którzy są umarli, którzy są zniewoleni przez złego ducha.

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przeszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Jeśli czujesz się chorym, jeżeli masz się źle w swoim życiu i czujesz się nie w porządku wobec Boga, to jesteś tym, na kogo szczególnie z nadzieją patrzą Oczy Boga. Bynajmniej nie chodzi tu o to, by starać się usilnie być chorym, miewać się źle i robić wszystko by być nie w porządku wobec Boga. Nie trzeba tu się starać, wystarczy zrobić sobie porządny rachunek sumienia, by odnaleźć w sobie niezłego nieudacznika.

Faktycznie by przyjąć miłość Boga, Jego łaskę i moc, trzeba znaleźć w sobie miejsce, w którym miłość Boga zamieszka. A jakie naczynie jest najlepsze do tego by cokolwiek pomieścić w sobie, właśnie naczynie puste! Owszem ktoś powie, ale ja jestem naczyniem pękniętym, i nawet jak przyjmuję Jego łaskę, to i tak po paru dniach to wszystko marnuję. No to trzeba uszczelniać własne pęknięcia, „cementem sakramentu”, „klejem łaski Pana”, częściej niż dotąd. Jak ci się nie chcę to proś Go by dał ci „dar chcenia”, „dar głodu Boga”, głodu Jego miłości. Czasem trzeba zaczynać od proszenia o takie, wydawałoby się absurdalne rzeczy. Ale niestety przekonuję się coraz bardziej, że bardzo częstą przeszkodą w nawróceniu, uzdrowieniu zranień, jest po prostu brak chęci i wiary, że własna egzystencja może ulec diametralnej zmianie.

Boże, mój Ojcze. Niech Twoja miłość zrodzi we mnie głód pragnienia Ciebie, głód Twojej miłości. Spraw Swoją Ojcowską miłością, abym chciał być z Tobą, obudź we mnie pragnienie bycia z Tobą, pragnienie dzielenia z Tobą mojej codzienności.

poniedziałek, 19 października 2009

Postęp, tylko w czym?


Czymże jest miłość, jeśli nie umieraniem. Czymże jest poświęcenie się bez reszty jakiejś sprawie, jeśli nie ma się w sobie miłości. Czymże jest radość bez wewnętrznego pokoju sumienia. Czymże jest silna wola i czy można ją mieć bez zmagania się z własnym krzyżem?

„By ułuda nie uwiodła duszy”

Pan przestrzega nas przed tym, by nie doprowadzić do takiego stanu, w którym człowiek już nie wie, co jest dobre a co złe. By nie doprowadzić do takiego pomieszania wartości, że dobro i zło nie ma znaczenia obiektywnego, tylko każdy ma swoją subiektywną ocenę dobra i zła. By człowiek nie dał się okłamać, kiedy mówi się, że jesteś szczęśliwy wtedy, gdy jest ci wygodnie i z niczym nie masz trudności. Stąd właśnie biorą się m. in. rozwody, albo porzucanie stanu duchownego czy zakonnego. Nagle pojawia się na horyzoncie bardzo łatwa perspektywa przeżycia swojej przyszłości. Człowiek jest wtedy oszukiwany takim wewnętrznym głosem, że jeśli zrezygnujesz z twoich dotychczasowych strapień, trudności, problemów, (a więc „zejdziesz z krzyża"), to wszystko będzie o wiele łatwiejsze i swobodniejsze. Jest to jakże chwytliwa i pociągająca pokusa, która czasem jest nie do odparcia. Bo żeby oprzeć się takiej pokusie łatwego i bezstresowego życia, potrzebny jest Ktoś, kto po prostu jest potężny i może mnie wzmocnić w moich słabościach.

Zbawienie bez krzyża

Dzisiaj intensywnie i z wielką skutecznością lansowane jest „szczęście bez krzyża”. Propaguje się „życie z ograniczoną odpowiedzialnością”. Życie bez zobowiązań. Takie przeżywanie swojej doczesności, że jakiekolwiek trudności nie mają żadnej wartości dla mojego życia. We wszystkim ma być łatwo, lekko i przyjemnie. Oto recepta na szczęście. To w takim razie pytam się, jaki sens ma śmierć Jezusa na krzyżu? Jaki sens mają sakramenty Kościoła, które są owocem śmierci Pana i stanowią dla nas drogę jednoczenia się z Panem? Pewnego rodzaju „teoria sukcesu” (masz być najlepszy) nie akceptuje faktu, że człowiek jest grzesznikiem, że mimo najszczerszych chęci, nie zawsze mamy rację, nie wszystko robimy najlepiej, nie zawsze to inni są winni. Przecież prawda o nas jest taka, że każdy z nas ma, w czym się nawracać. Ale, jeżeli ktoś wdrukuje mi przekonanie, że nie ma we mnie żadnych słabości, a z każdym wyrzutem sumienia współczesność potrafi sobie poradzić (alkohol, papierosy, narkotyki, seks, itd.), no to faktycznie człowiek tak długo jest wartościowy, jak długo coś mu wychodzi. A jak coś zaczyna funkcjonować nie tak jak by się tego spodziewało, wtedy współczesny postęp proponuje np. rozwód, zmianę partnera, więcej swobodnego szaleństwa, ostatecznie samobójstwo, aborcję, in vitro, eutanazję. No, bo co, wszystko mogę sobie załatwić, ze wszystkim ja człowiek dam sobie radę. Tylko jakoś nie myśli się o tym, co dalej? Co po rozwodzie, co po aborcji, samobójstwie, eutanazji? O tym mało kto mówi. Rzadko w mediach, poradnikach, porusza się kwestię odpowiedzialności za swoje wybory życiowe, odpowiedzialności za fundamentalne zmiany w funkcjonowaniu swojej rodziny i do czego mnie te zmiany prowadzą. Owszem, są problemy, trzeba je próbować rozwiązywać. Ale głupim jest ten, który sądzi, że wszystkie problemy można szybko rozwiązać. Życie to nie fikcja literacka, którą można preparować jak się chce.

Dlaczego dzisiaj człowiek tak bardzo boi się być sobą? Dlaczego dzisiaj człowiek tak bardzo skrywa swoje autentyczne uczucia pod maską wiecznego luzu? Skąd się bierze tyle przypadków narkomanii, alkoholizmu? No właśnie stąd, że człowiek nie chce przyznać się do tego, że jest słaby, że potrzebuje pomocy, że sam nieporadzi sobie w życiu. Pewnie najlepiej jest „strzelić sobie działkę” „walnąć półlitra” i po kłopocie. Tylko jutro też jest dzień, uśpione problemy na nowo odżyją i co?
Człowiek dzisiaj, pewnie nie tylko dzisiaj, nie ma prawa mieć problemów, nie ma prawa się smucić, bo jak to inni odbiorą? Brak samoakceptacji realnej własnej kondycji, brak przyglądania się historii własnego życia, prowadzi do stworzenia takiego sztucznego obrazu siebie samego, takiego człowieka-maszyny, bez uczuć, bez pragnień, który by móc „normalnie” funkcjonować, nie powinien wchodzić w refleksję na temat własnego życia, bo po co? Przecież o wiele łatwiej i szybciej można rozwiązać napięcia, które są w nas, wystarczy sięgnąć po „zbawiennego” i „dobrego na wszystko” dopalacza. Nie mogę przecież przyznać się do tego, że jestem słaby i że bardzo, ale to bardzo potrzebuję Boga i Jego mocy.