Aweyden w podróży marzeń - dzień II
6.07.DZIEŃ II Madryd-Valladolid-Osorno. Zwabię oblubienicę i wyprowadzę ją na pustynię, i przemówię do jej serca. I tam odpowie Mi jak w dniu, w którym wychodziła z ziemi egipskiej. I stanie się w owym dniu - mówi Pan - że nazwie Mnie: Mąż mój, a już nie powie: Mój Baal. I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana». Noc na lotnisku. Nie jest za wygodnie. Ale mam kocyk polarowy, na zimną posadzkę. Ale za długo nie da się tak spać. Ok 4 h snu. Mało. Ok 5 rano wstałem z mojego powiedzmy łoża, i poszedłem coś zjeść. Pojechałem do terminalu 4 gdzie ok 30 min szukałem kaplicy. W kaplicy spędziłem 2h. „Niech cię nawet sen nasz chwali”. Ciekawe było to, że co rusz ktoś wchodził do kaplicy. Kaplica nie była pusta. I tu kolejne moje zdziwienie. Przywykłem do sądzenia, że wiara w Europie zanika, i co jakiś czas doświadczam pozytywnego zaskoczenia. Tak jak w Brukseli, wszedłem sobie do ko...
.jpeg)







