Aweyden w podróży - dzień XV

 19.07. DZIEŃ XV Samos-Ferreiros

Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim. Twoja bowiem moc jest podstawą Twej sprawiedliwości, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz.

Kolejny piękny etap Galicji. Jednak etapy  moje są dłuższe niż zwykłych pielgrzymów. Myślę, że standardowy etap dzienny to 21-25 km. U mnie to 26-30km. A więc conajmniej godzinę dłużej niż zwykle. No tak sobie zaplanowałem. Na jutro zdaje się na Opatrzność. Nie do końca dobrowolnie. Booking nie znajduje mi Albergue. Więc pójdę jak prawdziwy pielgrzym, bez stuprocentowych zapewnień. Jestem zmęczony bo to kolejny długi etap. Czuję że szedłem dzisiaj wolniej. Chyba ciało sygnalizuje, że nie ma już tyle energii. Może trzeba jutro trochę krótszy etap zrobić? By nie forsować się tak mocno. Dzisiaj w Albergue zobaczyłem dziewczynę bez kończyn. Skóra z ogromną ilością blizn łącznie z bliznami twarzy. Zapewne uległa oparzeniu tak wielkiemu że stała się inwalidką. Ale mimo protez dziewczyna jest na camino. Z jakimś opiekunem. To jest dla mnie nie do pojęcia. Przy niej wszystkie moje problemy znikają. Tak pomyślałem sobie, że być może ta dziewczyna chce żyć normalnym życiem, cieszyć się. Widziałem ją w barze, jak siedziała, rozmawiała. Chce normalności. Chce żyć. Dla mnie jest to strzał. Jak bardzo można kochać życie. Czy je ceni się tak bardzo dopiero, kiedy cudem unikło się śmierci? I to po tak okropnych cierpieniach? Dostałem dzisiaj strzała. Od tej dziewczyny. Od tego widoku. Lekcja miłości do życia. Życia zwykłego, normalnego.

























Komentarze

Popularne posty