Camino #1
Camino dzień O 22.09.2023 Lourdes-Saint Jean de Port Wczoraj przyleciałem z Charleloi do Lourdes. Na płycie lotniskowej czekam w kolejce do samolotu, patrzę, ktoś do mnie macha z drugiej kolejki. A to pani Maria. Przylecieliśmy do Lourdes, pomodliliśmy się przy grocie, poszliśmy coś zjeść i pogadaliśmy sobie. To było dobre spotkanie. Poszedłem do domu polonijnego, odprawiłem sobie Mszę w kaplicy ze wspomnienia bł. Bernardyny Jabłońskiej. I z tego dnia to byłoby tyle. Camino dzień 1. 23.09.2023 Dzisiaj w Lourdes, dzień wita mnie deszczem. Wydawało się (w internecie) że dzisiaj dzień będzie słoneczny, może i taki będzie, ale na razie nie teraz. Zaraz idę na śniadanie, a za godzinę wyruszam, być może w deszczu. Skoro tak jest, to widocznie tak ma być. Trudne początki - dobre owocne zakończenia. Pogoda generalnie na czas mojego wędrowania ma być ładna, ma być ciepło, słonecznie. Może ten deszcz to tylko początek, za którym kryje się słoneczna pogoda? Może to tak jak w życiu, wola Boża jawi się jako trud, ciężar krzyż, ale kiedy w to wchodzisz mino obaw, wówczas odsłania się Boży pokój Bożej obecności? Oby. (Teraz późniejszy pisany już w pociągu do Saint Jean Pied de Port opis poranka). Wspomnienie o. Pio. Kogoś szczególnego dla mnie, to on najbardziej stoi za moim powołaniem właśnie kapucyńskim. Rano wstałem trochę wcześniej, by sie trochę porządnie pomodlić. Poszedłem do kaplicy odprawić Mszę ze wspomnienia o. Pio. Potem wszystko spakowanem, poszedłem zjeść śniadanie i w drogę w dół do miasta, na stację kolejową. Po drodze ładne widoczki. (Koniec drugiego opisu). Zszedłem z domu polonijnego w Lourdes na dworzec kolejowy. Po paru minutach zajeżdża pociąg. W pierwszej chwili zignorowałem go, ale zaraz potem pomyślałem,że może dopytam gdzie on jedzie. No wiec ruszam się niezbyt pospiesznie, pytam czy ten pociąg do Pau i czy do Saint Jean Pied de Port, mówią że tak, no to ja wtedy czadu do pociągu. Zdążyłem, Teraz pociągiem z Pau do Bayonne. Właśnie się zdrzemnąłem, obudziłem się i patrzę przez okno i już nie wracam do spania, bo nie chce przegapić ładnych miejsc, zupełnie obcych i nowych dla mnie, które mijam. Wysiadłem w Bayonne i idę sobie teraz mostem i strzelam fotki. Zatrzymałem się przy przybrzeżnej knajpce, zamówiłem zimne piwko 0.0. (niektórzy nie mogą w to uwierzyć) i delektuje się. Jest miło. Siedzę sobie przy stoliczku i sączę zimne 0.0. Przyszedłem na stację, siadłem sobie na ławeczce peronu, edytuję sobie zdjęcia i ledwo pociąg nie przejechał mi obok nosa. Okazało się że zmieniono peron. Dobrze że przestałem edytować zdjęcia i zerknąłem jeszcze raz na tablice informacyjną. Siedzę sobie teraz po 5 minutach od tego momentu w pociągu. Właśnie ruszył. Bóg czuwa. Różańca z ręki nie wypuszczam. Bóg się mną opiekuje, a ja staram się trzymać blisko Niego. Właśnie dotarłem do celu rozpoczęcia Camino. Saint Jean Pied de Port. Wyszedłem z pociągu razem z innymi osobami również z plecakami, i strzelam historyczne fotki, historycznego miejsca i historycznego dla mnie momentu życia. Rozpoczyna się moje wymarzone Camino. Teraz ode na mój nocleg. Właśnie zaszedłem na mój pierwszy nocleg. Wszedłem do recepcji, czeka tu już pare osób. Czekamy. Już pan przyszedł wszystko załatwione. Łóżko mam. Umyty. Kończę teraz edycje zdjęć udostępniam wam. Odmówię Nieszpory i idę coś zjeść. Zjadłem sobie, pospacerować po miasteczku i wróciłem do mojej kajuty. Odmówiłem kompletę. Jestem Bogu wdzięczny, że mimo dzisiejszych perypetii dotarłem szczęśliwie do celu. Polecam siebie i wszystkich pielgrzymów tutaj nocujących dobremu Bogu. Niech Bóg wylewa na nas ogrom Swojej łaski. Dobranoc.
































Komentarze