Aweyden w podróży marzeń. Camino de Santiago
Aweyden w podróży
Camino de Santiago Lipiec 2026
5.07.2026 DZIEŃ I
Antwerpia-Bruksela (Zaventem)-Madryt
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».
Wyszedłem przez furtę klasztorną na Ossenmarkt. Po lewej br. Marcin z grupą osób rozmawia. Idę sobie w kierunku Centraal Station. Przypomniała mi się scena z „Into the wild”, Kris Mcandles który szedł z plecakiem przez centrum nowoczesnego miasta.
Jadę sobie teraz pociągiem na lotnisko Zaventem. Ciekawe czy w samolocie będzie leciał również ktoś z zamiarem wędrowania na camino?
Już w samolocie. Na odprawie mój plecak poszedł na bok. Pani czegoś szukała. W końcu znalazła…naczynie z komunikantami. Zapytała czy można otworzyć, oczywiście. Były tam komunikanty. Powiedziałem że to do liturgii. Trochę się speszyła. I to był koniec. Zapakowałem plecak na plecy i poszedłem dalej. Hm. Komunikanty do świętej Eucharystii. Przewożę niewątpliwie skarb.
Lecę sobie samolotem do Madrytu. Na starcie młoda dziewczyna obok mnie przeżegnała się. Nieźle. Myślę sobie, ten świat nie jest jeszcze aż taki pogański, tylko może ta wiara w ludziach jest pokorna, nie afiszuje się na ulicach. Lecimy sobie. Obok mnie, ta sama dziewczyna ogląda serial. Przede mną mama z małoletnią córką i synkiem grają w karty. Fajnie. A ja zdrowaśkę za zdrowaśką, tak jest mi dobrze. Puszczam sobie utwory, które sam komponuję i nagrywam. Lubię swoją muzykę. To jest wytwór mojej duszy. Dźwięki które tworzę, są jakimś głosem tego, co mi w duszy gra. Te dźwięki to wołania mojej duszy. Najwięcej trudu z miksowaniem muzyki jest ustawienie proporcji. Ile wokalu, ile basu, ile perkusji, ile warstw gitarowych. To jest trudne, ustawić różne instrumenty tak, żeby wszystkie razem nie przekrzykiwały się na wzajem ale się uzupełniały. To tak jak w życiu, chyba. Dziewczyna po drugiej stronie pisze długopisem tekst na kartce, może bloga? Nie wiadomo. Nie znamy się w samolocie, ale czuję że jesteśmy braćmi i siostrami. Jesteśmy dziećmi jednego Boga. Za oknem piękny zachód słońca. Bóg jest dobry.
Jestem już na ziemi hiszpańskiej. Madryt. Lotnisko. Gdzieś trzeba spędzić noc. Na noclegi o tej porze nie widzę sensu. Spanie będzie na lotnisku.
.jpeg)
.jpeg)



Komentarze