Aweyden w podróży marzeń - DZIEŃ V
Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.
Dzisiaj zatrucie pokarmowe. Czyściec. Dystans krótki bo 19 km. Odcisk dawał o sobie znać i utrudniał wędrowanie. A mimo to miałem jakąś taką pogodę ducha. Krajobraz już się zmienia. Nie ma już kilometrowych pól zbożowych, więcej zieleni, drzew i innych upraw rolnych. Fajne są knajpki przydrożne, bardzo proste żeby nie powiedzieć prymitywne. A dzisiaj muzyka jaką pani serwowała była bardzo pozytywna. Camino to super czas na urlop. Masz tu super zwiedzanie regionu. Poznajesz inną kulturę bycia, inną kuchnię. A jednocześnie masz czas dla siebie, na pobycie ze sobą samym, zdystansowanie się na jakiś czas od zwykłego życia. To pomaga przemyśleć różne kwestie, poszukać odpowiedzi najróżniejszych pytania. Parę osób przysłało mi prośby o modlitwę, zrobiłem sobie notatkę z tych intencji i codziennie rano przywołuję wszystkie te prośby w modlitwie i polecam Panu te osoby, ich rodziny i ich problemy.
Zaszedłem na nocleg po 12.00. Wybrałem Albergue tradycyjnie na Bookingu cenowo od najniższej. A że byłem po 12.00 to jeszcze zamknięte bo w Internecie jest otwarcie o 13.00. Leżę sobie, przyszedł jakiś starszy pan i mówi coś po hiszpańsku, ja niby udaję, że rozumiem o co chodzi. Poszedł a za jakiś czas wraca i znowu coś do mnie po hiszpańsku. I poszedł sobie. Później uświadomiłem sobie że mówił mi że albergue nie czynne. Za jakiś czas podjechała kobieta samochodem i powiedziała bo angielsku że Albergue nie czynne. Zapytałem jej czy jest jakieś inne, ona że tu 150 m obok. No to ok. Przychodzę na nocleg i widzę dwóch młodych chłopaków. Jeden trzyma w ręku różaniec. Nie wiem dlaczego, ale jakoś wyglądali mi na kleryków. Chciałem zagadać do nich ale klasycznie wstyd wygrał. Kiedy wracałem ze sklepu z zakupów zapytałem ich czy mogę ich o coś zapytać? Tak, odpowiedzieli. Zapytałem czy jesteście klerykami? Oni ze śmiechem że nie. Lekko zbity z tropu zapytałem czy są katolikami oni że tak. Powiedziałem im że jestem księdzem, franciszkaninem kapucynem z Polski. Oni z Ameryki. Zaczęli temat o św. Maksymilianie Kolbe. Opowiedziałem im o nim trochę moim angielskim, i powiedziałem im o naszych polskich kapucynach męczennikach II wojny światowej. W pewnym momencie jeden mówi że kolega ma prośbę, tamten zapytał czy mógłbym go wyspowiadać, mówię że to mój obowiązek. Idziemy szukać miejsca na spowiedź, patrzę a tu siedzi Basia a obok niej Cecylia. No proszę jaki świat jest mały. Nie zauważyłem jak przyszły. One robiły dzisiaj dłuższy odcinek, przyszły jak ja drzemałem. No, ale wracając do młodego Amerykanina młody chłopak się wyspowiadał. Zanim jednak się wyspowiadał pogadaliśmy trochę ja im mówię że to niesamowite że oni tacy młodzi i wierzący. Pogratulowałem im. powiedziałem że dzisiaj w niektórych krajach zauważa się powrót najmłodszego pokolenia do wiary i kościoła. Że jest to nadzieja na przyszłość.
Potem wieczorem poszliśmy z rodaczkami na coś zimnego do przydrożnej knajpki. Pogadaliśmy trochę.
Wieczorem kiedy siedziałem sobie na placu jeden z młodych Amerykanów wyciągnął harmonijkę ustną i zaczął grać super fajną typową amerykańską melodię bluesową. To jest marka amerykańska, oni mają to we krwi. Tak jak my Polacy disco Polo. Co prawda nie pisze tego z wielką dumą, bo wolałbym żebyśmy mieli we krwi jakiś inny rodzaj muzyki bardziej gitarowy, ale niech będzie. Nie będę się czepiał.
I tak przy dźwięku super amerykańskiej bluesowej melodii granej na harmonijce ustnej przez młodego wierzącego katolika Amerykanina, dzień nachylił się ku wieczorowi.
Jestem Bogu wdzięczny za te wszystkie dobrodziejstwa dzisiejszego dnia. Że dotarłem do noclegu, mogę teraz odpocząć. Nade mną na łóżku piętrowym śpi młody Chińczyk. Obok dwóch młodych Amerykanów, wierzących katolików. Ja ksiądz zakonnik. Jest jeszcze jeden pan i dwie panie w średnim wieku. Taka nasza dzisiejsza wspólnota. Boże dziękuję ci za dobro, którego doświadczyłem.

.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)



Komentarze